Na papierze wszystko wygląda prosto. Polska rozpoczęła mistrzostwa Europy od pewnego 3:0 z Portugalią, Izrael przegrał 1:3 z Ukrainą, więc przed sobotnim spotkaniem trudno wskazać innego faworyta niż zespół Nikoli Grbicia. Sam wynik pierwszej kolejki nie pokazuje jednak całego obrazu, informuje sportowynews.pl.
Izrael nie został przez Ukrainę zmieciony z boiska. Przegrał 22:25, 19:25, 25:22, 19:25, a w trzecim secie potrafił odwrócić przebieg spotkania i przedłużyć mecz. Co więcej, miał zawodnika, którego ukraiński blok i obrona długo nie potrafiły zatrzymać. Shay Liberman zdobył 23 punkty i był najlepiej punktującym siatkarzem całego spotkania. Szczegółowy przebieg meczu opisał Sport.pl.
To nadal nie czyni z Izraela drużyny na poziomie Polski. Pokazuje jednak, że określenie „łatwy rywal” może prowadzić do zbyt prostego obrazu tego meczu.
Izrael przegrał 1:3, ale jeden set mówi więcej niż sam wynik
Ukraina przez większą część spotkania była zespołem lepszym. Wygrała trzy partie, zdobyła łącznie 97 małych punktów przy 85 Izraela i zasłużenie rozpoczęła EuroVolley od zwycięstwa. Istotne jest jednak to, co wydarzyło się pomiędzy drugim a czwartym setem.
Po dwóch przegranych partiach Izrael nie „zniknął” z meczu. W trzeciej wygrał 25:22, a Liberman nadal dostarczał punkty. Dopiero w czwartej odsłonie Ukraina zbudowała bezpieczniejszą przewagę i zamknęła spotkanie wynikiem 25:19.
Nie ma powodu robić z Izraela czarnego konia turnieju. Jest za to powód, by nie traktować wyniku 1:3 jak dowodu, że sobotni mecz Polski powinien wygrać się sam.
Dla Polaków najważniejszy wniosek jest dość prosty: jeżeli pozwolą rywalowi wejść w mecz i długo utrzymywać kontakt punktowy, Izrael ma przynajmniej jednego gracza zdolnego brać na siebie dużą część ofensywy.
Polska zaczęła Euro w zupełnie innym stylu

Różnica pomiędzy pierwszym występem Polski i Izraela jest mimo wszystko wyraźna. Biało-Czerwoni potrzebowali tylko trzech setów, by pokonać Portugalię: 25:12, 25:18, 25:20. Bilans małych punktów wyniósł aż 75:50.
Według oficjalnych statystyk CEV Polska zakończyła mecz z 55-procentową skutecznością ataku, podczas gdy Portugalia miała 38 proc. Biało-Czerwoni zdobyli też siedem punktów blokiem. Całe spotkanie trwało 69 minut.
| Pierwszy mecz na ME 2026 | Polska | Izrael |
|---|---|---|
| Rywal | Portugalia | Ukraina |
| Wynik | 3:0 | 1:3 |
| Sety | 25:12, 25:18, 25:20 | 22:25, 19:25, 25:22, 19:25 |
| Małe punkty | 75:50 | 85:97 |
| Najważniejszy sygnał | pełna kontrola i wysoka skuteczność ataku | wygrany trzeci set i 23 pkt Libermana |
To zestawienie nie służy do udowadniania, że oba zespoły znajdują się blisko siebie. Jest dokładnie odwrotnie: Polska pokazała znacznie większą jakość i kontrolę. Ale można z niego wyciągnąć coś ważniejszego niż prostą prognozę wyniku.
Portugalia ani przez chwilę nie zmusiła Polaków do grania czwartego seta. Izrael natomiast potrafił znaleźć sposób na Ukrainę przynajmniej w jednej partii. Jeśli Polska od początku narzuci podobną presję jak w meczu otwarcia, różnica klas powinna być widoczna. Jeśli jednak pozwoli przeciwnikowi uwierzyć, że może grać punkt za punkt, mecz może wymagać większego wysiłku, niż sugerują nazwiska obu reprezentacji.
Na kogo Polska powinna uważać? Pierwsza odpowiedź jest oczywista
Po meczu z Ukrainą nazwisko Shaya Libermana trudno pominąć. Zdobył 23 punkty, czyli więcej niż najlepszy punktujący Ukrainy Dmytro Yanchuk, który zakończył spotkanie z 18 punktami.
Nie oznacza to, że plan na Izrael można sprowadzić do zatrzymania jednego zawodnika. Pokazuje natomiast, gdzie znajduje się najbardziej oczywiste źródło punktów rywala po pierwszym meczu turnieju.
- nie pozwolić Izraelowi spokojnie wejść w spotkanie – im dłużej wynik pozostaje bliski, tym łatwiej słabszej drużynie złapać pewność;
- utrzymać presję zagrywką i blokiem, zamiast oddawać przeciwnikowi łatwe pierwsze akcje;
- ograniczyć swobodę Libermana, który już przeciw Ukrainie pokazał, że potrafi udźwignąć dużą liczbę ataków;
- nie doprowadzać do niepotrzebnego przedłużenia meczu, bo kalendarz grupy B jest dla Polski bardzo ciasny.
W takich spotkaniach przewaga faworyta nie polega wyłącznie na tym, że ma lepszych zawodników. Powinna być widoczna przede wszystkim w tym, jak szybko odbiera outsiderowi przekonanie, że może sprawić problem.
Izrael nie znalazł się na tych mistrzostwach przypadkiem

Jest jeszcze jeden element, którego nie widać w tabeli po pierwszej kolejce. Dla izraelskiej siatkówki sam awans na EuroVolley 2026 ma szczególne znaczenie.
Jak przypomina Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej, Izrael po raz pierwszy od 50 lat wywalczył miejsce w mistrzostwach Europy poprzez sportową kwalifikację. To ważne rozróżnienie: reprezentacja występowała również na EuroVolley 2023, ale wtedy miała miejsce w turnieju jako jeden ze współgospodarzy.
Tym razem przepustkę zdobyła na boisku, zapewniając sobie awans w kwalifikacjach po meczu z Estonią.
„Chcemy zostawić swój ślad na tych mistrzostwach” – podkreślał przed turniejem selekcjoner Izraela Itamar Stein w rozmowie opublikowanej przez CEV.
Ten kontekst nie zmienia układu sił przed spotkaniem z Polską. Wyjaśnia jednak, dlaczego nie jest to dla Izraela kolejny turniej, na który drużyna trafiła bez większego sportowego znaczenia. Zespół przyjechał do Sofii po kwalifikacji, na którą izraelska siatkówka czekała dekady.
Polska ma jeszcze jeden powód, by nie komplikować sobie soboty
Mecz Polska – Izrael zostanie rozegrany w sobotę 12 września o godz. 15:00 czasu polskiego w Sofii. Oficjalny terminarz CEV podaje godz. 16:00 czasu miejscowego w Bułgarii, czyli 15:00 w Polsce. Spotkanie odbędzie się w Arena 8888. Szczegóły znajdują się w oficjalnym terminarzu CEV.
Warto spojrzeć także o jeden dzień dalej. Polska nie dostanie po Izraelu długiej przerwy:
- 12 września, 15:00 – Polska – Izrael,
- 13 września, 18:00 – Polska – Macedonia Północna,
- 15 września, 18:00 – Polska – Ukraina,
- 16 września, 18:00 – Polska – Bułgaria.
Aktualny układ spotkań potwierdza również TVP Sport.
Dlatego dobry mecz z Izraelem to dla zespołu Grbicia coś więcej niż dopisanie kolejnych trzech punktów. Przy tak ułożonym terminarzu korzystny jest scenariusz podobny do spotkania z Portugalią: szybkie przejęcie kontroli, brak niepotrzebnych dodatkowych setów i możliwość rozsądnego zarządzania siłami przed trudniejszą częścią fazy grupowej.
Czy Izrael może naprawdę zagrozić Polsce?
Polska pozostaje zdecydowanym faworytem. Pierwsza kolejka tylko tę ocenę wzmacnia. Biało-Czerwoni rozbili Portugalię 3:0, podczas gdy Izrael przegrał z Ukrainą i musi odrabiać straty w tabeli.
Ale 1:3 nie było wynikiem meczu, w którym Izrael przez cały wieczór pozostawał bezradny. Wygrany trzeci set, 85 zdobytych punktów i przede wszystkim 23-punktowy występ Libermana pokazują, że rywal potrafi znaleźć momenty dobrej gry.
Największym błędem byłoby więc szukanie przed sobotą sensacji tam, gdzie jej nie ma. Drugim – równie niepotrzebnym – byłoby uznanie, że wynik jest przesądzony jeszcze przed pierwszą zagrywką.
Jeżeli Polska zagra z podobną intensywnością jak przeciw Portugalii, powinna kontrolować to spotkanie. Pierwszy mecz Izraela pokazał jednak wystarczająco dużo, by wiedzieć, czego nie należy mu podarować: czasu, pewności siebie i możliwości rozpędzenia zawodnika, który już w swoim debiucie na tym Euro zdobył 23 punkty.
Warto też przypomnieć, jak Lamine Yamal został kapitanem Barcelony i co wydarzyło się z opaską w meczu z Feyenoordem.
1 komentarz